Miłosierdzie Boże a miłosierdzie ludzkie

ROZWAŻANIA O MIŁOSIERDZIU BOŻYM

opracowane na podstawie publikacji ks. dr Michała Spooćki

MIŁOSIERDZIE BOŻE A MIŁOSIERDZIE LUDZKIE

“Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny”. (Łk 6,36)

Spośród licznych doskonałości Bożych Zbawiciel wyróżnia miłosierdzie Boże i nakazuje je naśladować. Ale nie można naśladować tego, czego się nie zna i nie czci. Toteż w słowach przytoczonych na wstępie zawiera się nakaz nie tylko naśladowania, ale poznania i wielbienia Boga w miłosierdziu. Każdy z nas jest grzesznikiem, jak powiada Apostoł: “Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy.” PZU 1,8). A grzesznik jest niewdzięcznym buntownikiem i synem wyrodnym Ojca niebieskiego. Tymczasem ten Ojciec obrażony nie wymierza nam kary zasłużonej za grzechy, ale oszczędza nas, zachowuje i ochrania, nieraz przez długie Iata wyczekując naszego nawrócenia. Czemuż Bóg od razu nie mści swej krzywdy ojcowskiej i królewskiej? Miłosierdzie Go krępuje. Ono jest tym potężnym adwokatem i zasłania nas przed sprawiedliwością, która domaga się słusznej kary. Ona woła: “Ja nie pragnę śmierci występnego, ale jedynie tego, aby występny zawrócić ze swej drogi i żył.” (Ez 33,11). Bóg nie tylko znosi nas grzesznych, ale nadto obsypuje darami. Kto nas karmi i odziewa, kto daje nam życie i zdrowie, kto przysparza powodzeń i pomyślności doczesnej, kto – jak mówi Zbawiciel – “sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych” (Mt 5,45)?

Bóg, którego obrażamy; Ojciec niebieski, któremu ranimy serce; Pan, którego prawa łamiemy. Ten Ojciec niebieski nie poprzestaje na tym, że nas oszczędza i obsypuje darami, ale nadto śpieszy nam z pomocą i wszystkich używa środków, aby nas opamiętać i od zguby wiecznej ratować. Wszystkimi drogami usiłuje do naszych serc trafić: to droga nowych dobrodziejstw, to droga natchnień i łask, to droga wyrzutów i niepokojów sumienia. Często te zachody są próżne, lecz Ojciec miłosierdzia nie zraża się naszym uporem i póty nie odejdzie, nie rzuci, nie spocznie, aż wszystkie skarby miłosierdzia swego wyczerpie (…). Tak Bóg postępuje z każdym z nas i nie szczędzi swej litości nawet tym, których upór i zatwardziałość przełamać się nie dają. Widzimy to na przykładzie Judasza, któremu Jezus nogi umywa, zwie go przyjacielem i darzy pocałunkiem miłości oraz boleje nad jego ślepotą: “wzruszył się do głębi” (J 13,21.) Gdy te łagodne sposoby nie trafiają do duszy grzesznika, Bóg chwyta się środków surowych i kar, ale wszystkie kary doczesne w tym życiu mają charakter leczniczy: to również jest miłosierdzie, tylko pod inną formą: “Lecz gdy jesteśmy sądzeni przez Pana, upomnienie otrzymujemy, abyśmy nie byli potępieni ze światem” (1 Kor 11,32). Nie gniew więc i zemsta, ale miłość i miłosierdzie uzbrajają karzącą prawicę i stają w poprzek grzesznych naszych zamiarów. Jak dobra matka ogradza cierniem miejsce niebezpieczne, by zapobiec nieszczęściu bawiących się dzieci, tak Bóg sypie często pod nogi nasze ciernie, byśmy się cofnęli i nie wpadli w przepaść piekielną. Gdy wreszcie dusza naglona dobrocią lub karą otwiera oczy i dźwiga się z upadku, Bóg nie trzyma je długo u progu łaski, nie chowa w pamięci jej błędów, lecz w jednej chwili wszystko jej darowuje. Zamiast gniewu i ostrych wyrzutów wyciąga ramiona na przyjęcie grzesznika i W uniesieniu radości wzywa chóry Aniołów, by się cieszyły z odzyskanej owieczki: “Cieszcie się ze mną, bo znalazłem owcę, która mi zginęła” (Łk 15,6). I w niebie tedy są dnie radości i rozkoszy większej. Są nimi chwile, gdy człowiek zmysłowy porzuca grzeszne życie, gdy krzywdziciel zaprzestaje swych złości, kiedy płocha niewiasta dźwiga się z upadku, a syn marnotrawny Wraca do Ojca. Jak Bóg miłosierny z nami, tak my winniśmy postępować z bliźnimi (…).

(Sł. B. ks. M. Sopoćko, Rozważania o Miłosierdziu Bożym i ludzkim, w: Wielbijmy Boga w Jego Miłosierdziu. Modlitewnik, Stockbridge Mass 1960, s. 167-172)


O WARUNKACH UCZYNKÓW MIŁOSIERDZIA

“Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią” (Mt 6,2)

Piękna jest cnota miłosierdzia, co ratuje i pociesza cierpiących, lituje się nad nędzą bliźniego oraz stara się jej zapobiec i braki usunąć. Ale nie zawsze jest ona zasługująca na żywot wieczny. Aby za uczynki miłosierne otrzymać nagrodę wieczną, muszą one odpowiadać pewnym warunkom, a mianowicie: trzeba je spełniać w czystej intencji, ochoczo, ustawicznie i bez względu na osoby, którym je wyświadczamy.

Intencja, czyli pobudka jest głównym czynnikiem wszystkich naszych aktów; jest ona okiem, które je oświeca – duszą, która je ożywia i nadaje im wartość w oczach Bożych (…) Pan Jezus na intencję kładł wielki nacisk, gdy mówił: “Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę, powiadam wam: ci otrzymali już swoją nagrodę. Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu odda tobie” (Mt 6,2-4). Podobnie Apostoł Narodów wymaga czystej intencji, którą utożsamia z miłością: “I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic mi nie pomoże” (1 Kor 13,3). (…) Przy spełnianiu uczynków miłosiernych winniśmy się starać o to, by je spełniać z pobudek miłości ku Bogu i bliźniemu, a przede wszystkim z pobudki naśladowania Miłosierdzia Bożego, jak powiedział Zbawiciel: “Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny” (Łk 6,36). Bez tej pobudki najhojniejsze nasze jałmużny, ofiary i inne dobre uczynki względem bliźnich nie będą się różniły od zwykłej filantropii ludzi świeckich, którzy ją praktykują nieraz z próżności, jak to czynili faryzeusze w synagogach. O nich to powiedział Zbawiciel, że “otrzymali już swoją nagrodę” (Mt 6,2) już tu na ziemi. Strzeżmy się, byśmy postępując w podobny sposób nie stracili nagrody Wiecznej.

Uczynki nasze miłosierne należy nadto spełniać ochoczo, ustawicznie i bez względu na osoby. Na ochoczość czyli radość przy świadczeniu miłosierdzia bliźnim kładzie wielki nacisk Pismo Święte, że przytoczę tu słowa Apostoła: “Każdy niech przeto postąpi tak, jak mu nakazuje jego własne serce, nie żałując i nie czując się przymuszonym, albowiem radosnego dawcę miłuje Bóg” (2Kor 9,7). Jeżeli ubogi Widzi, że jałmużna mu udzielona jest wymuszona na dającym, który może nawet żałuje swego miłosiernego uczynku, rani to serce jego, a tym bardziej nie podoba się Bogu, albowiem tylko
“radosnego dawcę miłuje Bóg”. Taka jałmużna nie wypływa z miłości i dlatego nie jest zasługująca na żywot wieczny.
“W czynieniu dobra nie ustawajmy, bo gdy pora nadejdzie, będziemy zbierać plony, o ile w pracy nie ustaniemy. A zatem dopóki mamy czas, czyńmy dobrze wszystkim, zwłaszcza zaś naszym braciom w wierze” (Ga 6,9-10) – mówi św. Paweł zachęcając do ustawicznej cnoty miłosierdzia. Powtarza to i w innym miejscu: “Wy zaś, bracia, nie zniechęcajcie się w czynieniu dobrze.” (2 Tes 3,13). Przykazanie miłości Boga i bliźniego obowiązuje zawsze, a uczynki miłosierne wypływać mają z miłości, stąd i one obowiązują nas zawsze (…)
Ponieważ według nauki Chrystusa każdy człowiek jest bliźnim, nawet nieprzyjaciel, dlatego cnotę miłosierdzia praktykować należy względem wszystkich ludzi, jak to powiedział Zbawiciel: “Miłujcie Waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują (…) … Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? (Mt 5, 44-46). Dlatego Apostoł mówi: “Umiłowani nie wymierzajcie sami sobie sprawiedliwości, lecz pozostawcie to pomście [Bożej]. Napisano bowiem: Do Mnie należy pomsta, Ja wymierzę zapłatę — mówi Pan — ale jeżeli nieprzyjaciel twój cierpi głód — nakarm go. Jeżeli pragnie — napój go. Tak bowiem czyniąc, Węgle żarzące zgromadzisz nad jego głową.” (Rz 12,19-20).
Przy wejściu na salę gry w Monte Carlo umieszczono skrzynki na datki dla biednych. Po roku otworzono jedną z nich i znaleziono 4 franki, 2 guziki i pędzel do szminki. Tymczasem w naszych kościołach skarbonki św. Antoniego wypełnione są po brzegi pieniędzmi, choć opróżniają je co tydzień. Skąd taka rażąca różnica? Stąd, że odczuć błogosławione skutki dobroczynności potrafią tylko ci, co wierzą w Boga i naśladują Go w Jego miłosierdziu dla nas.

(Sh B. ks. M. Sopoćko, Rozważania o Miłosierdziu Bożym i ludzkim, w: Wielbijmy Boga w Jego Miłosierdziu. Modlitewnik, Stockbridge Mass 1960, s. 174-181)


O POBUDKACH DO CNOTY MIŁOSIERDZIA

“Raczej dajcie to, co jest wewnątrz, na jałmużnę, a zaraz wszystko będzie dla was czyste.” (Łkt 11, 41)

Zbawiciel zalecając uczynki miłosierdzia podaje odpowiednie pobudki, spośród których na uwagę zasługuje ta, że przez tę cnotę stajemy się narzędziem i naśladowcami miłosierdzia Bożego, za co nas czeka nagroda w tym życiu, a przede wszystkim w życiu przyszłym. Bóg miłosierny nie równo rozdziela swe dary: jednym daje więcej, a innym mniej. Jedni się rodzą w dostatkach, a inni w ubóstwie. Jedni są obdarowani Wielkimi zdolnościami, a inni mniejszymi. Są i tacy, którzy nie mają zdolności — a nawet pozbawieni są zdrowych zmysłów. Nie zawsze rodzice są powodem tego upośledzenia, jak to wynika z odpowiedzi Pana Jezusa na pytanie: “Kto zgrzeszył, że się urodził niewidomym — on czy jego rodzice? Jezus odpowiedział: Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale [stało się tak], aby się na nim objawiły sprawy Boże.” (J 9, 2-3). Bóg chce, by jedni ludzie okazywali miłosierdzie drugim i zastępowali im niejako miłosierdzie Boże na ziemi, by hojniej obdarzeni dzielili się z uboższymi, mocniejsi opiekowali się słabszymi, szczęśliwsi nieśli pociechę cierpiącym, słowem by Wszyscy, połączeni węzłem braterskiej miłości, tworzyli jedną kochającą się wzajemnie rodzinę.
Bóg pragnie, byśmy uznawali, że Wszystko, co mamy w porządku przyrodzonym, wzięliśmy od Boga, że mamy spłacać daninę wdzięczności za to mniej obdarowanym i uboższym braciom naszym — byśmy w ten sposób byli narzędziem miłosierdzia Jego i sprowadzali błogosławieństwo na ziemię. (.. Dał nam tego przykład Syn Boży, który dla nas nędznych stał się Miłosierdziem, dla nas głodnych Chlebem żywota, dla nas spragnionych źródłem łaski, dla nas chorych lekarstwem, a nawet dla nas ubogich “będąc bogatym stał się (…) ubogim, aby (…) ubóstwem swoim ubogacić” (por. 2 Kor 8, 9).

Jak my za to odwdzięczymy się Panu? On sam niczego od nas nie potrzebuje. Za to w osobie ubogiego wyciąga do nas rękę po jałmużnę, w osobie chorego wygląda od nas ulgi, w osobie smutnego i zrozpaczonego oczekuje pociechy, w osobie nieumiejętnego pragnie pouczenia, w osobie wątpiącego — rady, bo Wszakże On sam powiedział: “Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25, 40).(…)

Jaki to wielki zaszczyt zastępować Boga na ziemi w świadczeniu Jego miłosierdzia i Wyprowadzaniu braci naszych z nędzy oraz w usuwaniu ich braków fizycznych lub moralnych! Jakie to Wielkie wyróżnienie, że Bóg pozwala nam naśladować Siebie pod tym względem (…). Jakie to dla nas szczęście, że Bóg w tak łatwy sposób pozwala nam odpokutować za grzechy nasze i wysłużyć sobie
nagrodę wieczną! Zważywszy to wszystko, któż by się jeszcze ociągał ze świadczeniem uczynków miłosiernych bliźniemu?!

Uczynki miłosierdzia sprowadzają nam wszelkie dobra doczesne i Wieczne, przyrodzone i nadprzyrodzone. (…)

Gdy św. Marcin z Tours (+ około 400) jako katechumen i żołnierz, spotkał u bramy miasta Amiens żebraka ubranego bardzo nędznie, tknięty litością dał mu połowę opończy żołnierskiej. Następnej nocy ujrzał we śnie Chrystusa, odzianego częścią płaszcza podarowanego żebrakowi, który do otaczających Go Aniołów mówił: “To Marcin okrył Mię swoim płaszczem”. Przyjąwszy chrzest wystąpił z szeregów, był akolitą u św. Hilarego w Poitiers, a później przebywał w pustelni na wyspie pod Genuą, a następnie w r. 371 został biskupem w Tours, gdzie zasłynął cnotami i po śmierci zaliczony został do liczby świętych. Mnóstwo kościołów wzniesiono pod jego wezwaniem: stał się wzorem miłosierdzia i dowodem nagrody Boga za miłosierne uczynki. Nasz rodak św. Jan Kanty, profesor Akademii Krakowskiej, (+1473 r.) był mężem modlitwy, umartwienia i miłosierdzia względem ubogich. Biedakom wszystko oddawał, wracał nieraz boso z miasta, gdyż obuwie darowywał ubogim. Uczynki miłosierne co do ciała przewyższał jeszcze uczynkami co do duszy. Bezustannie modlił się za grzeszników, pokutował za nich, a już szczególniejszą miłością otaczał uczącą się młodzież. W nagrodę za cnotę miłosierdzia Bóg obdarzył go szczególnymi łaskami w tym życiu, a po śmierci został kanonizowany (w r. 1767) i wyjednuje u Boga liczne łaski tym, którzy się uciekają do jego pośrednictwa.
Abraham, kierowany miłosierdziem, zaprasza i ugaszcza w swoim namiocie trzech nieznajomych przechodniów: “Ujrzawszy ich, podążył od wejścia na ich spotkanie. A oddawszy im pokłon do ziemi, – mówi Pismo Święte — rzekł: O Panie, jeśli darzysz mnie życzliwością, racz nie omijać Twego sługi Przyniosę trochę wody, wy zaś raczcie obmyć sobie nogi, a potem odpocznijcie pod drzewami. Ja zaś pójdę wziąć nieco chleba, abyście się pokrzepili, zanim pójdziecie dalej”. Jak hojnie Bóg nagrodził go za ten czyn miłosierdzia: obdarzył go synem, którego przez długie lata z upragnieniem Wyglądał: “O tej porze za rok znów Wrócę do ciebie, twoja zaś żona, Sara, będzie miała wtedy syna”. (Rdz 18,2-5,10).

Oto nagroda dla tych, którzy na ziemi zastępują Boga miłosiernego i naśladują Go w spełnianiu uczynków miłosiernych względem bliźnich.(…)

(Sf. B. ks. M. Sopoćko, Rozważania o Miłosierdziu Bożym i ludzkim, w: Wielbijmy Boga w Jego Miłosierdziu. Modlitewnik, Stockbridge Mass 1960, s. 182-188)